Kamper wielkości Toyoty Aygo X
Chińska firma Vala przygotowała bardzo kompaktowy kamper na bazie Wulinga Sunshine – najpopularniejszego małego samochodu dostawczo-osobowego w Chinach. Pojazd mierzy niespełna 3,7 m długości, 1,5 m szerokości i 1,9 m wysokości. To gabaryty zbliżone do miejskich aut segmentu A, a nie klasycznych furgonetek kempingowych.
Głównym elementem zabudowy jest podnoszony dach ze zintegrowanym namiotem. Dzięki niemu liczba miejsc do spania rośnie dwukrotnie: dwie osoby mieszczą się na górze, a kolejne dwie na rozkładanej ławce na dole. Komfort zależy oczywiście od wzrostu podróżnych i tolerancji na ciasnotę – to dom na kółkach w skali XXS, a nie pełnowymiarowy kamper.
Wyposażenie jest pomysłowe, choć dość proste. Z tyłu zamontowano chowany ekran, który da się odchylić na zewnątrz i zorganizować wieczór filmowy pod chmurką. Wysuwana półka pozwala korzystać ze sprzętu AGD. Wymaga jednak otwarcia tylnych drzwi, co w deszczu mocno ogranicza jej użyteczność.
Zasilanie urządzeń zapewnia funkcja V2L – energię pobiera się wprost z akumulatora samochodu, bez zewnętrznego generatora. To spora zaleta na kempingach i w terenie, bo eliminuje hałas oraz spaliny. Trzeba jednak uważać na poziom naładowania baterii, aby nie zabrakło prądu na powrót.
Elektryczny Wuling Sunshine pod zabudową
Bazą jest elektryczny Wuling Sunshine. Pierwsza generacja tego modelu trafiła na rynek w 2002 roku, a obecna – trzecia – zadebiutowała w ubiegłym roku. To jeden z najczęściej spotykanych małych dostawczaków w Chinach.
Napęd stanowi silnik o mocy 40 KM umieszczony przy tylnej osi. Energię czerpie z akumulatora o pojemności 30,6 kWh. Deklarowany zasięg to 305 km w chińskim cyklu CLTC – wynik ten należy traktować z rezerwą, bo realne dystanse bywają krótsze, zwłaszcza z zabudową i dodatkowym obciążeniem.
Cena, która robi wrażenie
Największym atutem propozycji Vala jest cena kampera. Cały pakiet, łącznie z modyfikacjami, ma kosztować poniżej 100 tys. juanów, czyli około 56 tys. zł. Sam Wuling Sunshine startuje od 47 800 juanów (ok. 26,7 tys. zł). W europejskich realiach za porównywalne pieniądze trudno kupić nawet bazowy samochód miejski, nie mówiąc o pojeździe kempingowym.
Szansa na oficjalną sprzedaż w Europie jest jednak znikoma. Homologacja, cła i koszty dostosowania do lokalnych przepisów sprawiłyby, że finalna kwota skoczyłaby wielokrotnie. Na razie to ciekawostka z chińskiego rynku – dowód, że samochody kempingowe da się zbudować w skali mini i w budżecie nieosiągalnym dla większości europejskich producentów.
